Zakładanie farm słonecznych na nieruchomościach gruntowych (działkach rolnych) stało się w pewnym momencie tak popularne jak fotowoltaika. Każdy, kogo działka znajdowała się w dogodnym, nasłonecznionym miejscu, mógł dostać propozycję zamontowania na działce paneli fotowoltaicznych do produkcji energii. Samo założenie było bardzo obiecujące – osoba mogła otrzymać środki za wykorzystanie jej działki (która nie przynosiła takich dochodów lub wręcz leżała ugorem), wspierając rozwód infrastruktury energii odnawialnej w Polsce. Ilość tego rodzaju przedsięwzięć stał się jednak procederem niebezpiecznym – w szczególności w kontekście oceny kondycji finansowej firm, które zajmowały się tego rodzaju inwestycjami.
Truizmem wydaje się stwierdzenie, że w przypadku dobrze przygotowanej umowy, ocenionej uprzednio (tj. przed jej podpisaniem) przez prawnika – osoby oddające działkę w dzierżawę pod farmy słoneczne, mają nieco pewniejszą sytuację prawną. Niestety – jest to tylko częściowa gwarancja. W przypadku niewypłacalności spółki energetycznej – interes kontrahenta może być zagrożony. Jeśli zatem powzięliście wiadomość o tym, że w firmie płacącej za energię odnawialną „źle się dzieje” warto podjąć konkretne kroki w zakresie analizy:
a) treści zawartej umowy, w szczególności w zakresie skutków jej niewykonania, możliwej cesji uprawnień oraz roli banku (inwestora) w ramach umowy,
b) stanu firmy energetycznej, w tym w kontekście tego czy zgłosiła ona wniosek o upadłość,
c) stanu działki, tj. czy na potrzeby działania infrastruktury fotowoltaicznej przeznaczenie działki zostało zmienione (np. z rolnej w budowalną) oraz skutków z tego płynących (np. w zakresie prawa podatkowego).
Brak zapłaty choćby jednej raty za dzierżawę powinien skłonić do przemyśleń i w razie potrzeby skonsultowania sprawy z profesjonalnym pełnomocnikiem.
M.S.